Słuchając słów dyżurnych autorytetów  na temat zapaści demograficznej w Polsce zastanawiam się, kiedy ktoś zająknie się chociaż na temat jego przyczyn?

Prezydent z dumą mówi o bardzo niskich kosztach pracy w Polsce jako sukcesie kraju, a ja widzę młodych ludzi, których nie stać na dziecko, bo ku zadowoleniu prezydenta pensje większości Polaków należą do najniższych w Unii Europejskiej. Prawie trzy miliony ludzi młodych – właśnie tych, którzy będą dzieci płodzić, rodzić i wychowywać – wyjechało za granicę. To jedna trzecia realnej, rozrodczej populacji Polski.

 Jaki wpływ na populację młodych Polaków będą miały wprowadzane obecnie zmiany systemu emerytalnego i szykująca się drożyzna nośników energii oznaczająca wzrost kosztów utrzymania szczególnie dotkliwy dla ludzi młodych? Czy kolejny milion młodych ludzi zdecyduje się na ucieczkę z kraju braku perspektyw? Czy posłyszymy wtedy o potrzebie przesunięcia wieku emerytalnego na 75 rok życia?

Tak na margiesie. Ubytek trzech milionów z populacji rozrodczej to kataklizm państwa na skalę wojny światowej i zarazem największy możliwy prezent dla krajów emigracji. Dzieci tych ludzi będą doskonałymi obywatelami państw obecnego zamieszkania. Obywatelami zsocjalizowanymi, z tego samego kręgu kulturowego i złaknionymi awansu więc pracowitymi. Żywa, złota krew z aorty kraju pochodzenia.